Klub Podróży HORYZONTY.pl

Etiopia

Fotowyprawa: Etiopia

9 dni (9 - 17 listopada 2012)

O wyprawie

Dlaczego Etiopia?

Bo to kolebka ludzkości, najstarsze obok Japonii i Iranu państwo świata, gdzie tematem do zdjęć będą zarówno cywilizacyjno-kulturowe wspaniałości, ze słynnymi wykutymi w skale kościołami, fantastyczne pejzaże (to tutaj podobno był biblijny Eden), jak i życie codzienne mieszkańców, należących do 80 grup etnicznych. Co niemniej istotne, kraj zwany Tybetem Afryki jest przyjazny fotografom – Etiopia jest w większości chrześcijańska, a Islam stanowi tu mniejszość, nie ma więc typowej dla krajów muzułmańskich niechęci do aparatów fotograficznych i trzymających je osób. Oczywiście, zawsze dobrze jest poprosić, choćby na migi, o zgodę na zrobienie zdjęcia, ale ryzyko odmowy jest niższe niż np. w Maroku. Niezwykłe, wyraziste fizjonomie mieszkańców kraju należących do różnych ludów to też dobry powód wyjazdu.

Przyroda Etiopii

Etiopia jest słynna także z bogactwa zwierząt, a szczególnie ptaków. Jednym z naszych celów będzie sesja z dżeladami – żyjącymi w stadach liczących do 70 osobników małpami z rodziny makaków, które nie boją się ludzi – a przynajmniej nie boją się turystów (świetnie rozróżniają ich od miejscowych). Szansa ujrzenia lamparta, etiopskiego wilka, hieny, szakala czy serwala również istnieje, choć nie jest szczególnie wysoka…

Bezpieczeństwo

Kolejnym powodem wyboru Etiopii jest kwestia bezpieczeństwa – to kraj wyjątkowo bezpieczny, jak na Afrykę, tak pod względem bezpieczeństwa osobistego, jak i zdrowotnego. Trasa fotowyprawy została ustalona m.in. z uwzględnieniem tych aspektów, dlatego omijamy południe kraju (gdzie można spotkać zarówno partyzantów, jak i choroby tropikalne), a trzymamy się części środkowej i północnej, czyli stabilnych politycznie obszarów położonych na wysokości co najmniej 1800 m n.p.m., czyli za wysoko dla większości moskitów. Mimo to w zakładce "Inne" zamieszczamy zalecenia zdrowotne. Warto też mieć na uwadze, że to jednak jest Afryka, więc pewne oczywiste standardy europejskie niekoniecznie mogą tam obowiązywać.

Noclegi

Na hotele w rodzaju Hiltona czy Sheratona nie ma co liczyć – po pierwsze dlatego, że tego typu obiekty są tylko w Addis Abebie, po drugie – cena zawsze przerasta w nich standard, choćby nie wiem jak wysoki. Z drugiej strony, w takim kraju jak Etiopia nie możemy sobie pozwolić na warunki typu schronisko młodzieżowe. Dlatego w Addis będziemy spać w przyzwoitym hotelu średniej klasy (pokoje z łazienkami), a w pozostałych miejscach – w obiektach najlepszych lub prawie najlepszych dostępnych. Będziemy się starali wybrać takie, w których dobry standard współgra z tradycyjnym nastrojem (np. pokoje wzorowane na lokalnych chatach – przynajmniej kształtem). Wyjątkiem będzie Bahyr Dar, gdzie hotel o raczej turystycznym standardzie leży w tak cudownym ogrodzie, że nie sposób się tam nie zatrzymać. Specyficznym miejscem są góry Simien. Jedną noc spędzimy tam prawdopodobnie w dobrej klasy lodge’u, a drugą – w namiocie. Przyglądając się programowi warto zauważyć, że po tej drugiej nocy mamy całodniowy przejazd. Będziemy najedzeni, ale nie umyci – zatrzymamy się jedynie na odświeżenie w miasteczku Debark u podnóża gór. Namioty oczywiście będą wynajęte, podobnie jak materace i śpiwory, choć jeśli ktoś ma ulubiony śpiwór, to lepiej go zabrać. Warto mieć na uwadze, że to Afryka pełną gębą i nawet w dobrych hotelach mogą być (i będą) przerwy w dostawach prądu (dlatego baterie trzeba ładować kiedy tylko można), a woda będzie ciepła, zimna albo zimna w wiadrze (to ostatnie to awaryjna rzadkość, ale może się tak zdarzyć).

Wyżywienie

Podstawą kuchni etiopskiej jest indżera, czyli naleśnik-blin z mąki z tefu (bezglutenowego zboża, które rośnie tylko tutaj). Jest on lekko sfermentowany (dobrze dla żołądka) i podawany na zimno z zestawem sosów (np. z kawałkami kurczaka i ugotowanymi warzywami). Oczywiście nie będziemy się żywić tylko indżerą, będzie wiele smacznych potraw a indżera będzie raczej ciekawostką. Nad jeziorem Tana są fajne knajpy (niektóre o europejskim standardzie i niedrogie), w których serwują świeże ryby – prawdziwa rozkosz. Popijać radzimy colą, nawet jeśli ktoś nie lubi „amerykańskiego świństwa” (ma działanie odkażające). Odżywiać się będziemy według schematu: śniadanie w hotelu i obiadokolacja w restauracji (w górach będą kucharze). W środku dnia będziemy robić sobie postoje przy targowiskach lub sklepikach, gdzie można zaopatrzyć się w owoce (z grubą skórą do obrania, np. banany) lub coś innego. Wszędzie jest dostępna woda butelkowana – tylko taką można pić i myć w niej zęby. Minus jest taki, że miejscowi na widok bladej twarzy automatycznie podnoszą cenę, np. stukrotnie, używając zawsze tego samego argumentu: „because you have money”. Są to jednak niewielkie trudności, które przezwyciężymy :)

Wymagania sprawnościowo-zdrowotne

Praktycznie cały czas będziemy na wysokości powyżej 1800 metrów nad poziomem morza, czasami przekraczając wysokość 3000 m n.p.m. Jednym z powodów, dla których zostajemy dwa dni w Lalibeli, jest właśnie aklimatyzacja. Na wysokościach powyżej 3000 m n.p.m. pojawimy się dopiero piątego dnia fotowyprawy. Żaden etap podróży nie będzie jednak wymagający pod względem kondycyjnym. Poruszamy się autobusami lub samochodami terenowymi, wędrówki piesze są niedługie, niespieszne i z częstymi postojami (cele postojów są fotograficzne, ale ułatwią też one życie osobom, u których aklimatyzacja przebiega powoli).

Wsparcie fotograficzne:

Piotr Dębek, redaktor miesięcznika "Digital Foto Video" będzie oferował uczestnikom opiekę fotograficzną, pomagając, doradzająci inspirując przy tworzeniu fotografii. Fotowyprawa będzie okazją także do wielu dyskusji i praktycznego zwiększenia swoich umiejętności fotograficznych.
Przewodnikiem będzie Sławek Adamczak, obieżyświat, autor przewodników turystycznych, artykułów podróżniczych w prasie oraz fotografii.

Wyprawa organizowana jest wspólnie z DIGITAL FOTO VIDEO.

Program

  Dzień 1 (9 lis 2012 Pt) Przelot do Addis Abeby przez Frankfurt. Nocleg.
W obie strony lecieliśmy Dreamlinerami.
 
P1050283.jpg Dzień 2 i 3 (10-11 lis 2012 Sob-Nie) Poranny przelot do Lalibeli i całodniowa eksploracja fotograficzna słynnych kościołów wydrążonych w skałach, w których budowie pomagały podobno anioły. Fotografowanie wnętrz świątyń, detali oraz mnichów, jeśli się zgodzą (prawie zawsze się zgadzają). Prócz kościołów tematem fotograficznym jest sama miejscowość, malowniczo położona na wzgórzach i otoczona wysokimi górami. Następnego dnia od rana mamy okazję do realizacji we wczesnym porannym świetle kadrów wypatrzonych poprzedniego dnia. Zdjęcia z Lalibeli są w najnowszej książce Davida DuChemina, więc coś w tym musi być… Dwa noclegi w Lalibeli.
Targ w Lalibeli. Niektóre osoby dochodzą pieszo z dwudniowej odległości niosąc towar na głowie.
 
P3000153.jpg Dzień 4 (12 lis 2012 Pon) Poranny przelot do Gonderu, zwanego Camelotem Czarnego Lądu. Odtąd przez kilka dni poruszamy się wynajętym autobusem. Całodniowe fotografowanie atrakcji Gonderu. Z racji odwiedzanych obiektów jest to najbardziej „europejski” dzień na trasie. Zobaczymy Dzielnicę Królewską z kamiennymi zamkami przypominającymi romańskie oraz kościół Debre Berhan Sellasje z najcenniejszymi freskami w Etiopii. Nocleg w Gonderze.
Wystarczy gdziekolwiek się zatrzymać, jak z pod ziemi zjawia się gromada dzieci i czekają na cukierki lub coś innego.
 
P2050506.jpg Dzień 5 (13 lis 2012 Wt) Przejazd do Debark u podnóża gór Simien. Załatwienie formalności w siedzibie parku narodowego i początek wyprawy w najwyższe pasmo górskie Etiopii. Niemal całą trzydniową trasę przejedziemy autobusem lub samochodami terenowymi, zatrzymując się w najciekawszych krajobrazowo miejscach, w miarę możliwości o najlepszej porze. Na początek przejedziemy do Simien Lodge, reklamowanego jako najwyżej położony hotel w Afryce (3260 m n.p.m.) i najwyższe miejsce piknikowe świata… Po południu będziemy fotografować dżelady – endemiczne małpy, zwykle żerujące w dużych stadach na pobliskich łąkach i nie obawiające się ludzi. Nocleg. Jeśli ktoś ma nieduży, poręczny w pakowaniu śpiwór, to tutaj może się przydać. Można też będzie wypożyczyć śpiwory na miejscu. W górach Siemen warto mieć ceipłą odzież bo wieczorem i rano jest zimno. Tego i następnego dnia dla chętnych okazja do ćwiczeń astrofotografii; nocne zdjęcie które jest w galerii powstało właśnie tam.
Podobnie jak w Maroku, tu też kozy szukają pożywienia na drzewach.
 
P3000211.jpg Dzień 6 (14 lis 2012 Śr) Wczesnym rankiem przejazd na sesję do obozu Sankaber i tutejszych dwóch punktów widokowych na klify gór Simien (ok. 15 min spaceru). Tu też często pojawiają się dżelady. Następnie krótki przejazd i 15-minutowe podejście do miejsca widokowego, skąd rozciąga się widok skalnej gardzieli z sezonowym wodospadem (miejsce bardzo eksponowane). Przejazd do obozu Chennek, gdzie będziemy spać w namiotach. Wieczorna eksploracja pięknie położonych okolic obozu. Szansa zobaczenia żyjących tu koziorożców abisyńskich. Nocleg w obozie Chennek.
Koziorożce abisyńskie w ekstremalnych warunkach. Szkolenie młodzika?
 
P2050661.jpg Dzień 7 (15 lis 2012 Czw) Sesja o świcie na punktach widokowych na krawędziach skalnych urwisk w okolicach obozu. Powrót przez góry do Debark, zdanie sprzętu biwakowego, pożegnanie z rangerami, przewodnikiem i kucharzami. Długi przejazd przez Gonder do miasta Bahyr Dar. Zakwaterowanie w hotelu ulokowanym w rajskim ogrodzie na brzegu jeziora Tana. Nocleg.
Jeden z naszych ochroniarzy (rangerów) o świcie. Czuwali całą dobę.
 
P2050699.jpg Dzień 8 (16 lis 2012 Pt) Wycieczka do słynnego wodospadu Tis Issat na Nilu Błękitnym, a raczej jego pozostałości (większość wody płynie obecnie przez elektrownię). Miejsce jest jednak bardzo malownicze, podobnie jak prowadząca doń trasa spacerowa, a wodospad nadal robi wrażenie. Przechodzi się m.in. po portugalskim moście z XVI w., najstarszym na Nilu na terenie Etiopii. Powrót połączony z przeprawą łodzią przez Nil i przejściem przez malowniczą wioskę. Powrót do Bahyr Dar i przeprawa łodzią motorową przez jezioro Tana, szansa na fotografowanie stad pelikanów, a także miejscowych rybaków, którzy do dziś pływają w tradycyjnych trzcinowych łodziach tankwa. Dopływamy do zalesionego półwyspu Zege, gdzie odwiedzamy dwa klasztory, w tym słynny Ura Kidane Mihret ze wspaniałymi, wielobarwnymi freskami. Popłyniemy też do miejsca, gdzie bierze swój początek Nil Błękitny (niekiedy lubią się tu pluskać hipopotamy). Nocleg w Bahyr Dar.
Koegzystencja na podmiejskim śmietniku. Marabuty.
 
  Dzień 9 (17 lis 2012 Sob) Poranny przelot do Addis Abeby. W zależności od konfiguracji połączenia powrotnego spacer po stolicy Etiopii. Powrót do kraju przez Frankfurt.

Warunki

Liczba uczestników: 13 osób + 2 przewodników + 1 etiopski przewodnik
+ dodatkowo 3 ochroniarzy (rzekomo przed lampartami) i 2 kucharzy w Górach Siemen

Wyprawa organizowana jest wspólnie z DIGITAL FOTO VIDEO.

Uwagi fotograficzne

Choć będziemy we względnie mało zakurzonej porze roku, to trzeba się liczyć z obecnością kurzu i pyłu, także w sąsiedztwie sprzętu fotograficznego. Nie jest to powód do paniki, ale warto się przygotować na regularne czyszczenie aparatu, obiektywów i osprzętu. Dlatego warto zabrać ze sobą jedną lub dwie większe szmatki, które po zwilżeniu posłużą do wycierania sprzętu z zewnątrz, miękkie irchowe chusteczki do przecierania optyki, a także narzędzie do czyszczenia matrycy . Przyda się gruszka do przedmuchania aparatu z kurzu – ja biorę, chętnie będę użyczał. Zrobimy na miejscu też szkolenie z czyszczenia matryc :)

Należy zabrać zestaw akumulatorów, który wystarczy na co najmniej dwa dni fotografowania. Wprawdzie codziennie powinniśmy mieć dostęp do sieci elektrycznej, a tym samym możliwość podładowania akumulatorów, ale nie należy wykluczać niespodzianek – zwłaszcza w „najwyższym hotelu świata”, czyli lodge'u Simien zdarzają się przerwy w dostawie prądu. W ogóle w Etiopii przerwy w dostawach prądu są dość częste, więc należy wykorzystywać każdą okazję do podładowania akumulatorów, ale też w miarę możliwości przygotować się na dłuższe fotografowanie bez doładowywania akumulatorów. Gniazdka zdarzają się różnego typu, ale najczęściej spotykane to takie same jak w Polsce. Napięcie prądu też jest europejskie. Chyba że akurat nie ma go wcale. Kart pamięci należy zabrać na 9 dni intensywnego fotografowania. Jeśli ktoś zabiera sprzęt do kopiowania zdjęć z kart (notebook, netbook, fotobank), to może zabrać mniej kart, ale należy nastawić się na samowystarczalność. I dużo, dużo zdjęć :)

Cały sprzęt fotograficzny oprócz statywu (notabene – zdecydowanie zalecanego) należy w trakcie lotu mieć w bagażu podręcznym. Oznacza to, że trzeba całość sprzętu fotograficznego, a także ewentualny notebook, spakować do plecaka o wadze z grubsza nie przekraczającej 10 kg. Można to ograniczenie obejść, umieszczając część wyposażenia w kieszeniach płaszcza/kurtki lub korzystając z pasa i futerałów (np. systemu Street&Field firmy Lowepro) . Wówczas to się nie liczy do bagażu, tylko do ubrania :) Jeśli chodzi o sprzęt, to minimum jest aparat, dający pełną kontrolę nad ekspozycją, a więc dysponujący trybem manualnym, a także priorytetem przysłony. Wystarczy nawet kompakt z górnej półki – choć oczywiście będzie on wymuszał pewne ograniczenia, to zaawansowanym kompaktem jedna z uczestniczek fotowyprawy do Maroka zrobiła bardzo fajne zdjęcia. Użytkownicy lustrzanek mają dowolność w doborze obiektywów – będziemy fotografować tak różne motywy (architekturę, portrety, krajobraz, zwierzęta), że każdy obiektyw się przyda – w zależności od preferencji i stanu posiadania. Z pewnością wysoce zalecany jest statyw. Jeśli ktoś ma wątpliwości czy problemy z doborem sprzętu – służę pomocą.

Zalecenia zdrowotne

Poziom higieny w Etiopii nie odbiega od tego w innych krajach Afryki Wschodniej, co oznacza, że można tu zarazić się chorobami „brudnych rąk”. Jednak przy zachowaniu kilku środków ostrożności i zdrowego rozsądku prawdopodobieństwo zachorowania jest niewielkie. Te środki ostrożności to przede wszystkim picie wody butelkowanej oryginalnie zamkniętej (wszędzie dostępna na miejscu), a także płukanie nią ust po myciu zębów. Należy jeść tylko przegotowane potrawy – nie ma mowy o surówkach. Z owoców jemy to, co ma grubą skórę (oczywiście po jej zdjęciu),czyli np. popularne tu mango i banany. Wszędzie dostępne są napoje typu coca cola oraz kilka gatunków miejscowego piwa (dobre).

• Zalecane szczepienia:
- żółta febra – Etiopia już nie wymaga świadectw szczepienia przy przekraczaniu granicy, ale może się to zmienić. Na wyżej położonych obszarach ryzyko zachorowania jest niewielkie, ale mimo to lepiej się zaszczepić (jedna szczepionka – co najmniej 10 dni przed wyjazdem)
- dur brzuszny, polio, błonica i tężec – jeśli ktoś nie ma
- wirusowe zapalenie wątroby typu A, czyli tzw. żółtaczka pokarmowa. Warto być zaszczepionym niezależnie od wyjazdu – w Polsce też nietrudno zarazić się tą chorobą. Istnieją różne szczepionki, m.in. kombinowane z WZW B (żółtaczka wszczepienna, którą trudno się zarazić, ale może mieć ciężki przebieg). Sposób przyjmowania zależny jest od rodzaju szczepionki, ale należy zgłosić się do lekarza na ponad miesiąc przed podróżą (często przyjmuje się dawki według schematu: „jedna teraz”, „jedna za miesiąc” i „jedna za 6–12 miesięcy”). Po dwóch odporność jest wystarczająca, ale po powrocie trzeba pamiętać o trzeciej
- można rozważyć szczepienia przeciw wściekliźnie i zapaleniu opon mózgowych, ale po konsultacji z lekarzem, czy istnieje taka konieczność.

Przed rozpoczęciem szczepień niezbędne jest pójście do poradni chorób tropikalnych (można znaleźć w Internecie, np. na www.malaria.com.pl, zakładka „Znajdź gabinet/aptekę”) i przebadanie się przez lekarza-specjalistę, który wypisze skierowanie na szczepienia (w większości przypadków badanie i pierwsza seria szczepień możliwe są tego samego dnia).

• Malaria
Lekarz przepisze też receptę na środek antymalaryczny (bez recepty nie da się go kupić, przynajmniej legalnie). Najlepszym obecnie lekiem jest Malarone (ok. 175 zł za opakowanie 12 tabletek). Na naszej trasie ryzyko zachorowania jest tylko w jednym miejscu: Bahyr Dar, gdzie spędzimy dwie noce i jeden dzień. Reszta trasy to tereny położone ponad 2000 m n.p.m., na których nie występują przenoszące malarię moskity. W samym Bahyr Dar (ok. 1800 m n.p.m.) ryzyko zachorowania jest mniejsze niż w niżej położonych obszarach, ale wciąż istnieje. Dlatego niezbędna jest profilaktyka antymalaryczna: moskitiera fabrycznie nasączona środkiem owadobójczym, repelent z substancją DEET (dietylo-m-toluamid), przy czym im większe jej stężenie, tym lepiej (np. Bros Max ma 24%, a pomarańczowy OFF! 30%) oraz wyżej wymienione Malarone. Samą konieczność zażywanie tego ostatniego należy skonsultować z lekarzem, ale trzeba je mieć przy sobie (nawet jeśli ktoś nie zażywa – Malarone służy też jako lek po zachorowaniu). W każdym razie jedno opakowanie wystarczy. Pierwszą tabletkę trzeba połknąć na dwa dni przed przyjazdem do Bahyr Dar, a ostatnią – 7 dni po wyjeździe z Bahyr Dar. Tabletki zażywa się po jednej dziennie o tej samej porze.
Moskity wywołujące malarię aktywne są o świcie i zmroku.
Istnieją też inne choroby wywoływane przez owady, ale na takich wysokościach, na jakich będziemy, stanowią rzadkość (much tse-tse nie spotkamy?).

• Niebezpieczne zwierzęta – w jeziorze Tana żyją hipopotamy, ale będziemy mieli szczęście jeśli je zobaczymy. Krokodyli nie spotkamy na 100%.

• Pył – w Etiopii będziemy tuż po porze deszczowej, ale z pyłem na pewno się zetkniemy (np. w autobusie na wysuszonej gruntowej drodze). Warto się do tego przygotować: chusta na twarz jak u kowboi napadających na bank, nawilżane chusteczki, ochrona sprzętu. Warto mieć okulary z bocznymi ochraniaczami (mogą być lodowcowe, dostępne w sklepach górskich – wysoki filtr UV chroni też przed słońcem).

• Wyposażenie apteczki: prócz własnych leków oraz oczywistych na wyjazdach (aspiryna, środek na chorobę lokomocyjną, leki przeciwbólowe, żołądkowe, woda utleniona, plastry) warto mieć coś mocnego przeciw biegunce (zdecydowanie najczęstsza przypadłość w tropikach), krem z jak najwyższym filtrem UV (np. 50), jako że afrykańskie słońce na wysokości 3700 m n.p.m. jest zabójcze dla skóry oraz chusteczki nasączone środkiem bakteriobójczym do przemywania rąk w środku dnia.

Prowadzący:

Sławek Adamczak Sławomir Adamczak Jego podróżnicza namiętność zaczęła się w dzieciństwie, gdy zobaczył w gazecie zdjęcie jurty w dolinie Tien-Szanu. Postanowił tam dotrzeć, gdy dorośnie. Co prawda, jeszcze nie zrealizował tego zamierzenia, ale odwiedził już kilkadziesiąt krajów w różnych częściach świata, a o kilkunastu z nich napisał przewodniki dla wydawnictw polskich i zagranicznych. Był jednym z założycieli poznańskiego Klubu Obieżyświatów, współpracował też z Fundacją Marka Kamińskiego, organizującą wyprawy w różne zakątki globu. Podróże to nie jedyna jego pasja. Za młodu pisał powieści o kowbojach i zmuszał kolegów do czytania kolejnych odcinków. Później grał na gitarze w zespole punkowym. W trasę zawsze zabiera ze sobą zestaw aparatów fotograficznych i obiektywów. Jest autorem koncepcji fotowypraw, które organizuje wspólnie z Klubem Podróży Horyzonty oraz dziennikarzami portalu dfv.pl. Prowadzi blog www.okfoto.pl.
 
Piotr Dębek Piotr Dębek Piotr fotografią nasiąkał już jako kilkulatek, asystując ojcu w ciemni fotograficznej - zapach odczynników dobrze pamięta do dzisiaj i tym bardziej docenia fotografię cyfrową. Od ponad dekady, bo od 2002 roku najpierw w miesięczniku "CHIP", później "CHIP Foto Video Digital" (który zmienił się w "Digital Foto Video" i później "FOTO PLUS"), wspólnie z Ewa Prus popularyzują fotografię setkami artykułów poradnikowych i warsztatowych. Są autorami kilku książek o fotografii oraz rosnącej liczby e-booków. Od 2010 prowadzą warsztaty fotograficzne, a od 2011 - fotowyprawy. Ich ulubione plenery to wzgórza Toskanii, wodospady Islandii i wybrzeża greckich wysp, a zaułki miast lubią w każdej części świata. O fotografii nie tylko podróżniczej piszą na blogu www.ewaipiotr.pl

Po wyprawie:

Filmik Piotra i Ewy:

Wspólne zdjęcie przed klasztorem w Lalibeli:

IMG_0648_a-etiopia.jpg

Na zdjęciu stoją od lewej: Krzysztof, Andrzej, Zofia, Paweł, Małgorzata, Mnich, Krzysztof, Maciej, Adam, Hania, nasz etiopski przewodnik
Siedzą od lewej: Wojciech, Ania, Piotr, Krzysztof, Sławek, Zbigniew